Nagle wszyscy wstali i się na mnie rzucili. Zaczęli mnie gilgotać. Miałam straszne gilgotki , a co dopiero pięć par rąk i to do tego męskich jeżdżących po mojej talii i brzuchu. Nie mogłam przestać się śmiać. W końcu przez śmiech zdołałam wykrzyczeć:
- Stop, przestańcie ,błagam!!
Wszyscy jak na komędę usiedli na łóżku. Do sali wszedł lekarz.
- Widzę że ma pani adoratorów- uśmiechnął się.
Skinęłam głową i odwzajemniłam uśmiech.
-Chcę panią zbadać, więc panowie mogą wyjść.
Wszyscy zastosowali się do polecenia i wyszli , tylko Harry został na swoim miejscu.
- Mogę zostać?- zapytał , nie wiem czemu wpatrujac się w moją rękę.
- Jeżeli pani Anastazja się zgodzi.
- No w ostateczności..- trochę się zawahałam- zależy jakie to badanie.
- No daj spokój,przecież i tak widziałem cię już w bieliźnie- mruknął Loczek.
-C...co?- moje oczy się powiększyły. On na to się tylko zaśmiał.
- A może ja sobie pójdę co?- powiedział już widocznie poddenerwowany lekarz.
- Już ,proszę badać - powiedziałam zrezygnowana, zabijając wzrokiem chłopaka siedzącego przede mną. Kiedy on widział mnie...Jezu ja się go boje...czy mógł mi coś zrobić kiedy byłam nie przytomna?
- Proszę podnieść tylko bluzkę- powiedział lekarz, wyrywając mnie z zamyślenia. Podciągnęłam materiał do góry. Widziałam jakim wzrokiem patrzył na mnie Hazza.Doktor zbadał mój brzuch. Dotknął w kilku miejscach pytając czy boli. Potem spojrzał na nogę i już miał iść..
- A kiedy będę mogła wyjść stąd ?
- Możemy teraz panią wypisać, wszystko jest w porządku. Ale nie może pani chodzić.
Więc mogłam już iść...chyba spróbuje zamieszkać z nimi. Lekarz już poszedł.
-No więc?- zapytał wyczekująco Hazza.
- No...dobrze, ale...- nadal nurtowało mnie pytanie, gdzie on mnie widział w bieliźnie.
- Nie bój się przecież bym cię nie zgwałcił - roześmiał się. On chyba czyta w moich myślach - po prostu kiedy zakładali ci gips musieli zdjąć ci spodnie, bo gips masz do samego końca nogi. I byłem przy tym, a ty co sobie myślałaś?
- Już nic...- lekko się zaczerwieniłam, co spowodowało basowy śmiech.
- Dobra zwijajmy się- powiedział i zawołał chłopaków.- uwagaaa, nie zgadniecie jaką mam wiadomość dla was - powiedział - Nastka zostaje!
Chyba się ucieszyli. Usiadłam na skraju łóżka.
-Mogę teraz ja?- zapytał Lou. Harry skinął głową potakująco.
Louis wziął mnie na ręce. Chyba się bał że mnie upuści bo mocniej złapał mnie za pupę i przycisnął mnie do siebie. Popatrzyłam na niego. Dało się poczuć ,że ma mniej siły niż Harry .
- Nie bój się nie zgwałcę cie - powiedział i się zaśmiał. Cała reszta zawtórowała mu. Boję się jak to będzie, ale mogę zaryzykować . Oparłam brodę o jego ramię.
- Dobra nie zawstydzajmy jej- powiedział Niall i się wyszczerzył.
Zostałam zaniesiona do samochodu. Harry wsiadł do czarnej wypasionej bryki. Tomlinson posadził mnie obok niego, a sam siadł z tyłu. Niall, Zayn i Liam wsiedli do drugiego auta prowadzonego przez Zayna. Ruszyliśmy.
- Podaj adres swojego domu- powiedział Hazza
- Po pierwsze to nie mój dom tylko mojej siostry, a teraz nawet już nie, a po drugie to po co?
- No chyba musisz zabrać swoje rzeczy.
Podałam mu ulice i numer domu. Podjechaliśmy pod niego. Wysiedliśmy z pojazdu. Zostałam zaniesiona pod same drzwi. Przed nimi musiał mnie postawić bo musiałam znaleźć w plecaku klucze do nich. Przekręciłam go w zamku i pokuśtykałam w stronę schodów.
- Co ty robisz, nie możesz przecież chodzić. - jękną Harry i objął od tyłu.Cicho pisnęłam.
- Cśśś- położył palec na moich ustach i w tej nie wygodnej pozycji zaniósł mnie na górę. Kazałam mu pakować do pudełka moje książki z salonu a sama zostałam w swoim pokoju i zaczęłam pakować swoje ciuchy. Wzięłam rzeczy z szafek i zaczęłam wrzucać do walizki. Zatrzymałam się przy czymś czerwonym. To były stringi. Wyciągnęłam je i rozłożyłam . Nie nosiłam takich, nagle wszedł Harry. Schowałam je szybko ,ale i tak zauważył co trzymałam.
-No no no- mruknął opierając się o futrynę.
Zabrał mi je i je oglądnął ze zboczonym uśmiechem. Chciałam mu je zabrać ale wyciągnął rękę do góry, a że był wyższy to nie mogłam dosięgnąć. Usiadłam zrezygnowana i skrzyżowałam ręce. Ukląkł obok i oddał mi je w końcu. Był bardzo blisko mnie, co zbytnio mi nie odpowiadało. Sięgnął po zieloną jednorazówkę wystającą z pomiędzy rzeczy. Złapałam szybko jego rękę.
- Zostaw.- mruknęłam - najlepiej wyjdź stąd.
- No dobra, nie będę ruszał ,ale pomogę ci się chociaż spakować - powiedział zdziwiony moim zachowaniem. Dokończyliśmy się pakować i wsiedliśmy do auta. Wzrokiem pożegnałam moje mieszkanie. Pożegnałam kilka lat spędzonych tutaj. Nie chce już wracać do tego wszystkiego. To jest już ponad moje siły. Zaczynam to życie od nowa...
wtorek, 3 września 2013
Rozdział 3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Neext! Szybko proszę! Ciekawe too bardzo! :D Next!
OdpowiedzUsuń