Podjechaliśmy pod duży dom ogrodzony wysokim płotem. Tym razem Styles wniósł mnie do domu. Salon był wielki i wszechstronny, urządzony gustownie ,w czarnych i białych kolorach. Wszędzie był przepych ale z umiarem.
- Tu jest salon, połączony z kuchnią, tutaj łazienka, tu jest wyjście do ogrodu, a tędy schodzi się do piwnicy. Zamknę cię tam jak będziesz niegrzeczna- zażartował. Mocno walnęłam go pięścią w plecy. Mnie wcale takie żarty nie śmieszyły, a wręcz przeciwnie.
-Chcesz zobaczyć swój pokój?- powiedział odchylając się tak,żeby mógł popatrzeć mi w oczy.
Skinęłam potakująco głową. Zbliżyliśmy się do długich, lśniących schodów. Złapałam go mocniej i przytuliłam się. Wchodził powoli po stopniach,a przy każdym podskakiwałam, a jego loki łaskotały moją szyję. Z poczatku starałam się stłumić chichot ale kiedy doszliśmy do połowy wybuchłam głośnym śmiechem. Z trudem doniósł mnie na górę, całą trzęsącą się i niemal, że płaczącą ze śmiechu. Stanęliśmy przed jednymi z kilku drzwi. Harry wolną ręką nacisnął klamkę i wszedł do pomieszczenia. Postawił mnie na ziemi, widocznie zaczynałam już mu ciążyć. Jednak dalej zostawił dłonie na moich biodrach. Odwrócił mnie przodem do pokoju. Moim oczom ukazał sie duży, pomarańczowy pokój, pośrodku którego były drzwi na duży balkon. Dwie z czterech ścian nie były zwyczajne. Były całe ze szkła. Oczarował mnie ten widok. Pod ścianą stały dwa duże łóżka. Zachwiałam się na jednej nodze i lekko poleciałam do tyłu na chłopaka. Jednak on stał stabilnie i nawet go nie ruszyłam. Spowodowało to jedynie, że przylegałam do niego całym ciałem.
-Ty będziesz spała na tym bliżej balkonu. Podniósł mnie znów tak od tyłu i posadził na łóżku. Sam usiadł za mną po turecku. Dopiero teraz zobaczyłam że na wprost łóżka Harrego znajduje się ogromna plazma zawieszona na ścianie. Niżej na półce leżał xbox z kinnektem i masa płyt. Są to chyba filmy i gry. Po prawej stronie znajduje sie duża meblościanka. Widział chyba mój szok bo złapał za moje ramiona i lekko mną potrząsną.
- Żyjesz?- roześmiał się. Na szyji poczułam jego ciepły oddech. Znacznie się przybliżył.
- Żyje. Tylko mogłeś powiedzieć,że mieszkasz w takich luksusach- odgryzłam się na jego zaczepkę.
- Oj tam - mruknął.
W tej chwili do pomieszczenia wszedł Louis.
- Długo mam was jeszcze wołać do stołu? Czy może mam was zanieść? Nastke mogę ale ty Harry sam zapierniczaj.
Loczek wstał i skierował się w stronę drzwi.
- I tak wiem że mi zazdrościsz- rzucił znikając za futryną.
Tomlinson tylko prychną i wziął mnie na ręce, ale nie tak jak Styles. Wziął mnie tak jak nosi się księżniczki w bajkach. Na tą myśl sama do siebie uśmiechnęłam się.
Po chwili siedzieliśmy przy pięknie nakrytym na kolacje stole. Niall nie czekając nawet na"smacznego" zabrał się za pałaszowanie miski z sałatką. Z wyglądu dania nie wyglądały zbyt dobrze, dlatego nałożyłam sobie małą porcję. Okazało się jednak, że są wyśmienite.
Odkładając widelec oblizałam palce. Nie miałam pojęcia,że faceci potrafią tak dobrze gotować. Chciałam wstać i sama pójść do góry, ale chyba nie było mi to dane. Harry od razu wziął mnie na ręce po swojemu.
- Gdzie księżniczka życzy sobie pójść?- powiedział mi prosto do ucha. Przez moje ciało przeszedł nie miły dreszcz.
- Do moje...naszego pokoju- powiedziałam niepewnie. Tym razem nie miałam aż tak dobrego humoru, więc schody i ich przemierzanie przestało mnie śmieszyć. Tak szczerze mówiąc to strasznie bałam się tej nocy. Chcąc ,czy nie chcąc muszę przyznać,że to jest nieznajomy chłopak, którego przed kilkoma godzinami poznałam. Teraz żałuję że się w to wpakowałam.
Styles posadził mnie na moim łóżku. Już miał coś powiedzieć,ale nagle w jego kieszeni zadzwonił telefon. Szybko spojrzał na ekran i od razu jego wyraz twarzy się zmienił. Ściągnął brwi i szybkim krokiem wyszedł z pokoju. Usłyszałam tylko jak mówi"Czego chcesz?"i rozmowa zanikła. Musiał pójść do jednego z pokoi na górze. Byłam strasznie ciekawa, co mogło go tak zdenerwować. Powoli wstałam i sunąc nogą po ziemi wyszłam za drzwi. Starałam się zachowywać jak najciszej. Kilka pokoi dalej dało się słyszeć podniesiony głos Harrego. Przycupnęłam na podłodze i nadsłuchiwałam. Usłyszałam urywki rozmowy:
- Chuj mnie to obchodzi!...inaczej się umawialiśmy...masz czas do jutra...
Usłyszałam tylko dźwięk rozłączonego połączenia. Z pokoju dobiegł huk. Wystraszona wstałam i jedyne czego teraz chciałam to jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Byłam już w połowie drogi kiedy poczułam mocne szarpnięcie. Chłopak odwrócił mnie przodem do siebie.
-Miałaś nie chodzić - warknął. Jego oczy nie były już tak szmaragdowo zielone. One były...były czarne. Chyba zobaczył moje przerażenie bo lekko potrząsną głową zamykając oczy.
- Choć pomogę ci się rozpakować- jego głos złagodniał.
Nadal miałam przed oczami jego furię, jego oczy...ja po prostu...zaczęłam się go bać. Chciał mnie złapać w talii i podnieść, ale wyszarpnęłam się mu.
- Sama pójdę- powiedziałam krótko i ruszyłam, zostawiając zdziwionego Loczka na środku korytarza. Zrezygnowana usiadłam na łóżku. Zaraz za mną przyszedł. Podszedł do moich walizek i rozpiął jedną z nich.
- Będziesz mi mówiła gdzie co mam dać, dobra?- widać było, że zbytnio nie przejął się tym co przed chwilą zaszło. Ale ja wręcz przeciwnie. Szybko poszło mu rozpakowanie mnie. Rzeczy stały mniej więcej w tych miejscach na których chciałam.
Dochodziła już 19:00 a ja zaczynałam się nudzić. Harry miał wyjść tylko na pięć minut po herbatę, a nie ma go już chyba z dwadzieścia minut. Znudzona rozłożyłam się na jego łóżku i rysowałam różne kształty w powietrzu. Czuje się tutaj jakoś nieswojo. Nigdy nie przebywałam w tak dużym domu, bo nigdy nie mieliśmy na tyle kasy, żeby pozwalać sobie na takie luksusy. Głos Loczka wyrwał mnie z zamyślenia:
- Ile słodzisz?- położył dwa kubki na stoliku i usiadł obok mnie.
- Nie słodzę...-burknęłam. Usiadłam i odsunęłam się trochę od niego.
- Pooglądamy jakiś film?- zaskoczyło mnie trochę to pytanie. Nie żeby było ono dziwne czy coś Po prostu przerażało mnie to, jak w mgnieniu oka z tak agresywnego można zmienić się w miłego i potulnego.
- Może być
- To może horror?
- Noo, dobra- nie przepadam za tego typu filmami, bo te wszystkie drastyczne sceny mnie przerażają. Ale nie chciałam pokazywać, jak słaba jestem.
Robił się już zmrok i to pożądny, dlatego nie musieliśmy zasłaniać zasłon.Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że telewizor jest na wprost łóżka Stylesa, czyli... będę musiała oglądać na jego łóżku. Nie zbyt spodobał mi się ten pomysł. Chłopak usiadł opierając się o drewniany tył łóżka i poklepał miejsce obok. Usadowiłam się tak samo, ale znacznie dalej. Nie spodobało mu się to chyba bo mruknął, ale z rezygnacją wziął pilot do ręki. Po kilku minutach byłam już pewna, że nienawidzę takich filmów. Podciągnęłam nogi pod brodę i zakryłam oczy rękami. Ten film...łudząco przypominał moje życie...moją przeszłość.
- Tak bardzo się boisz?- bla, bla, bla, tak bardzo nie miałam ochoty mu odpowiadać. On tą głowę to ma tylko na wystawę. Nie myślcie sobie,że jestem taka chamska, czy coś ale takie pustaki mnie wkurzają.
- Nie , wcale- warknęłam, mocniej przyciskając ręce do oczu.
Nagle poczułam duże ręce na moich biodrach. Podskoczyłam jak poparzona i spotkałam się tylko ze zdziwionym spojrzeniem Hazzy.
- Nie bój się- mówił łagodnym głosem, lekko uśmiechnął się pod nosem.
Zamknęłam oczy i dałam dokończyć mu to co chciał zrobić. Przestałam się już go bać. Kurwa co ja gadam...w tym momencie bałam się go jak cholera. A on...po prostu podniósł mnie , jakbym ważyła dziesięć kilogramów i posadził między swoimi rozstawionymi nogami. Z powrotem podkuliłam nogi pod siebie i oparłam się plecami o jego tors. Jego dłonie cały czas spoczywały w górnej części moich ud. Cała dygotałam się. I miałam taką cichą nadzieję, że on tego nie poczuje.
- Ty drżysz...- fuck...jednak zauważył. Nie mogę powiedzieć , że mi zimno , bo jest tu chyba z dwadzieścia cztery stopnie i strasznie duszno- czy ty...boisz się mnie?- zamurowało mnie. Lekko kiwnęłam głową zaprzeczająco i błagałam , żeby więcej nie drążył tematu. Jednak ktoś tam na górze wysłuchał moich próśb. Nie pytał o nic więcej. A i mało tego więcej w ogóle nie gadaliśmy. Po jakimś czasie zmęczona wszystkimi zdarzeniami z minionego dnia zasnęłam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz