wtorek, 3 września 2013

Rozdział 2

Jest dobrze, żyje. Tylko jest jeden, mały problem...nie wiem gdzie jestem. Pamietam co działo się tego wieczoru, ale boje się otworzyć oczy. Jednak ciekawość jest silniensza ode mnie. Lekko je uchyliłam i popatrzyłam co znajduje się przede mną. Białe ściany ,białe podłogi, czy ja umarłam? Chyba nie...Tylko jedna rzecz jest dla mnie zastawiająca. Dlaczego na moich nogach leży jakiś chłopak, który chyba zasnął na siedząco. Wygląda jak anioł,ale z pewnością nim nie jest. Świadczą o tym fragmenty nie zakrytych tatuaży. Nie zaprzecze, że jest on ładny. Burza loków opadająca na, niemal że dziecięco gładką twarz. Długie rzęsy okalające zamknięte powieki i mały uśmieszek ukazujacy dołeczki. Słodki widok...tylko ,kto to jest? I, zaraz... czemu trzyma mnie za rękę? Jego duża dłoń całkowicie pokrywała moją, małą. To wszystko jest dla mnie niewiarygodne i za dziwne jak na osobę która dopiero co się obudziła. Trochę źle się czuje, bo jego głowa spoczywa na moich nagich udach skierowna prosto na moje dolne partie ciała...Jego loki zaczynały drażnić moją skórę,dlatego lekko poruszyłam palcami chcąc wydostać się z uścisku, ale tak by nie obudzić śpiącego. Chyba mi trochę nie wyszło, bo nieznajomy otworzył szeroko oczy. Jego zielone tęczówki wpatrywały się w moje , po czym zjechały niżej. Ponieważ dalej leżał na moich udach znalazły się na równo z moją kobiecością.Zmieszana szybko podciągnęłam nogi jak najbliżej siebie. Podniósł sie do pozycji siedzącej, w odpowiedzi na moją gwałtowną rekcje. Na ustach chłopaka pojawił się mały uśmiech.
-Przepraszam- powiedział, poważniejąc.
- Ale za co?-zapytałam trochę zdezorientowana.
- Wczoraj wieczorem, w parku jechałem rowerem. Było bardzo ciemno, a ja nie zauważyłem cię i potrąciłem. Nieźle mnie wystraszyłaś bo zemdlałaś. Masz złamaną  nogę, musieli założyć ci szynę. Przeze mnie masz całe wakacje z głowy.
Już go znielubiłam. Nie było widać po nim ani odrobiny skruchy. Dopiero teraz zabrał swoją rękę z mojej.
- A , właśnie , Harry jestem- przedstawił się- a ty?
- Anastazja, ale mów mi Nastka.
Mówiłam jedno, a myślałam całkiem o czym innym. Przed oczami stanął mi obraz miziającej się pary. I właśnie sobie przypomniałam o jednej sprawie...nie mam gdzie zamieszkać. Właśnie dzisiaj miałam zacząć przeprowadzkę do Kamila. Mieliśmy razem zamieszkać w centralnej części miasta, z jego rodzicami. Ja swoich dawno już straciłam w wypadku samochodowym, dlatego mieszkam z siostrą. Poprawka, mieszkałam. Po tym jak dowiedziała się że chce zamieszkać z chłopakiem wyprowadziła się i od razu wystawiła nasze mieszkanko na sprzedaż. Zostały tam tylko moje rzeczy , które miałam dzisiaj spakować. Ale widać plany się pozmieniały, teraz to nie wchodzi w grę. Chłopak chyba zobaczył ,że się czymś zmartwiłam.
- Coś cię męczy?
Nie wiedziałam czy mu to mówić. Czy jest w ogóle sens spowiadać się obcemu chłopakowi. Jednak co mi tam ,nie mam nic do stracenia.
-No wiesz...Powiem prosto z mostu, nie mam gdzie mieszkać.
-Ale jak to?
Nie miałam ochoty wywlekać przed nim całej mojej historii.
- Dobrze ,już nie ważne ,zapomnij o tym co mówiłam.
-Nie, proszę powtórz jeszcze raz.
- NIE MAM GDZIE MIE SZKAC - przesylabowałam jeszcze raz zdanie.
W jego oczach zobaczyłam iskierki.
-Może zamieszkasz z nami?
-Nami? -zapytałam nie wiedząc o kogo chodzi.
- Znaczy mną i cztorema moimi przyjaciółmi- wyjaśnił mi spokojnie.
-Przecież dopiero cię poznałam.- przez moje myśli przeleciały różne scenariusze, jak zostaje zabita, przez rasowych morderców i takie...ale z drugiej strony nie będę spała przecież na ulicy.
- Spalibyśmy w jednym pokoju, ale na osobnych łóżkach.- uśmiechnął się
- No nie wiem...- nie zbyt odpowiadała mi wizja mieszkania z pięcioma chłopakami.
W tej chwili na korytarzu utworzyło się lekkie zamieszanie. Do pokoju wparowała czwórka roześmianych chłopaków. Gdy mnie zobaczyli ucichli. Wszystkie oczy były skierowane na mnie. Nienawidzę być w centrum uwagi, więc spojrzałam pytająco na Harrego.
- To są moi współlokatorzy: Louis, Niall, Liam, Zayn. - każdy się do mnie uśmiechnął.
Usadzili swoje tyłki obok Hazzy.
- W coś ty się znowu wpakowałeś?- zapytał ,chyba Liam.
Loczek opowiedział całą historię ,a ja się im przyglądałam.
-A ty piękna jak się nazywasz?- zapytał na pewno Louis ,bo zapamiętałam tą jego bluzkę w paski.
- Nastka- posłałam każdemu jeden z moich najbardziej czarujacych uśmiechów.
Poczułam nagłą potrzebę pójścia do toalety. Chciałam wstać ale Harry jednym ruchem reki przygniutł mnie do łóżka spowrotem.
- Nie możesz chodzić- wskazał ręką na gips.
- Ale ja muszę do toalety- powiedziałam trochę speszona.
- Usiądź.
Powoli wstałam do pozycji siedzącej. Loczek stanął pomiędzy moimi nogami i złapał w talii. Z łatwością podniósł mnie do góry. Czułam się trochę niekomfortowo, dlatego że jedną rękę trzymał na mojej talii a drugą na moim tyłku.
- Nie bój się , opleć mnie nogami.- uśmiechnął sie.
Trochę się krępowałam, ale musiałam jeśli nie chciałam spaść. Objęłam nogami jego biodra i wtuliłam w zagłębienie pomiedzy ramieniem a szyją. Czułam jak bicie jego serca jest szybkie. Szedł długim korytarzem. Kiedy byliśmy już pod drzwiami wc popatrzyłam się na niego.
- Nie bój się nie wejdę tam z tobą- wyszczerzył zęby - poczekam tutaj .
Skinęłam potakująco głową. Szybko zniknęłam za drzwiami. Tylko nie to... akurat teraz musiałam dostać okres. Na szczęście wzięłam ze sobą torebkę. Inaczej musiałbym prosić Harrego żeby mi kupił, a dla mnie jest to bardzo wstydliwe i nie wiem czy potrafiłabym powiedzieć o takim czymś chłopakowi. Włączyłam wodę,żeby zagłuszyć odgłosy rozpakowywania itp. bo echo strasznie niosło wszystkie dźwięki. Po chwili byłam już gotowa. Po wyjsciu zobaczyłam tylko Hazzę idącego w moją stronę. Złapał mnie za biodra i wziął znów na ręce jak małe dziecko.
- Mała, nie musisz się mnie wstydzić, to normalne że jesteś kobietą - szepnął mi do ucha. Moje policzki od razu nabrały różowego odcieniu. Strasznie nie lubiałam jak ktoś wpierniczał się w nie swoje sprawy. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek dyskusje o moich potrzebach, szczególnie z tym chłopakiem.Ciągle miałam jakieś dziwne wrażenie że skądś go kojarze, tylko nie mogę przypomnieć sobie skąd. Chłopak zaniósł mnie z powrotem na salę i położył na łóżku.
-Chłopaki zaproponowałem Nastce, żeby z nami zamieszkała ale nie chce. Pomożecie mi ją przekonać? Mrugnął porozumiewawczo okiem. Nagle wszyscy wstali i...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz