wtorek, 3 września 2013

Rozdział 3

Nagle wszyscy wstali i się na mnie rzucili. Zaczęli mnie gilgotać. Miałam straszne gilgotki , a co dopiero pięć par rąk i to do tego męskich jeżdżących po mojej talii i brzuchu. Nie mogłam przestać się śmiać. W końcu przez śmiech zdołałam wykrzyczeć:
- Stop, przestańcie ,błagam!!
Wszyscy jak na komędę usiedli na łóżku. Do sali wszedł lekarz.
- Widzę że ma pani adoratorów- uśmiechnął się.
Skinęłam głową i odwzajemniłam uśmiech.
-Chcę panią zbadać, więc panowie mogą wyjść.
Wszyscy zastosowali się do polecenia i wyszli , tylko Harry został na swoim miejscu.
- Mogę zostać?- zapytał , nie wiem czemu wpatrujac się w moją rękę.
- Jeżeli pani Anastazja się zgodzi.
- No w ostateczności..- trochę się zawahałam- zależy jakie to badanie.
- No daj spokój,przecież i tak widziałem cię już w bieliźnie- mruknął Loczek.
-C...co?- moje oczy się powiększyły. On na to się tylko zaśmiał.
- A może ja sobie pójdę co?- powiedział już widocznie poddenerwowany lekarz.
- Już ,proszę badać - powiedziałam zrezygnowana, zabijając wzrokiem chłopaka siedzącego przede mną. Kiedy on widział mnie...Jezu ja się go boje...czy mógł mi coś zrobić kiedy byłam nie przytomna?
- Proszę podnieść tylko bluzkę- powiedział lekarz, wyrywając mnie z zamyślenia. Podciągnęłam materiał do góry. Widziałam jakim wzrokiem patrzył na mnie Hazza.Doktor zbadał mój brzuch. Dotknął w kilku miejscach pytając czy boli. Potem spojrzał na nogę i już miał iść..
- A kiedy będę mogła wyjść stąd ?
- Możemy teraz panią wypisać, wszystko jest w porządku. Ale nie może pani chodzić.
Więc mogłam już iść...chyba spróbuje zamieszkać z nimi. Lekarz już poszedł.
-No więc?- zapytał wyczekująco Hazza.
- No...dobrze, ale...- nadal nurtowało mnie pytanie, gdzie on mnie widział w bieliźnie.
- Nie bój się przecież bym cię nie zgwałcił - roześmiał się. On chyba czyta w moich myślach - po prostu kiedy zakładali ci gips musieli zdjąć ci spodnie, bo gips masz do samego końca nogi. I byłem przy tym, a ty co sobie myślałaś?
- Już nic...- lekko się zaczerwieniłam, co spowodowało basowy śmiech.
- Dobra zwijajmy się- powiedział i zawołał chłopaków.- uwagaaa, nie zgadniecie jaką mam wiadomość dla was - powiedział - Nastka zostaje!
Chyba się ucieszyli. Usiadłam na skraju łóżka.
-Mogę teraz ja?- zapytał Lou. Harry skinął głową potakująco.
Louis wziął mnie na ręce. Chyba się bał że mnie upuści bo mocniej złapał mnie za pupę i przycisnął mnie do siebie. Popatrzyłam na niego. Dało się poczuć ,że ma mniej siły niż Harry .
- Nie bój się nie zgwałcę cie - powiedział i się zaśmiał. Cała reszta zawtórowała mu. Boję się jak to będzie, ale mogę zaryzykować . Oparłam brodę o jego ramię.
- Dobra nie zawstydzajmy jej- powiedział Niall i się wyszczerzył.
Zostałam zaniesiona do samochodu. Harry wsiadł do czarnej wypasionej bryki. Tomlinson posadził mnie obok niego, a sam siadł z tyłu. Niall, Zayn i Liam wsiedli do drugiego auta prowadzonego przez Zayna. Ruszyliśmy.
- Podaj adres swojego domu- powiedział Hazza
- Po pierwsze to nie mój dom tylko mojej siostry, a teraz nawet już nie, a po drugie to po co?
- No chyba musisz zabrać swoje rzeczy.
Podałam mu ulice i numer domu. Podjechaliśmy pod niego. Wysiedliśmy z pojazdu. Zostałam zaniesiona pod same drzwi. Przed nimi musiał mnie postawić bo musiałam znaleźć w plecaku klucze do nich. Przekręciłam go w zamku i pokuśtykałam w stronę schodów.
- Co ty robisz, nie możesz przecież chodzić. - jękną Harry i objął od tyłu.Cicho pisnęłam.
- Cśśś- położył palec na moich ustach i w tej nie wygodnej pozycji zaniósł mnie na górę. Kazałam mu pakować do pudełka moje książki z salonu a sama zostałam w swoim pokoju i zaczęłam pakować swoje ciuchy. Wzięłam rzeczy z szafek i zaczęłam wrzucać do walizki. Zatrzymałam się przy czymś czerwonym. To były stringi. Wyciągnęłam je i rozłożyłam . Nie nosiłam takich, nagle wszedł Harry. Schowałam je szybko ,ale i tak zauważył co trzymałam.
-No no no- mruknął opierając się o futrynę.
Zabrał mi je i je oglądnął ze zboczonym uśmiechem. Chciałam mu je zabrać ale wyciągnął rękę do góry, a że był wyższy to nie mogłam dosięgnąć. Usiadłam zrezygnowana i skrzyżowałam ręce. Ukląkł obok i oddał mi je w końcu. Był bardzo blisko mnie, co zbytnio mi nie odpowiadało. Sięgnął po zieloną jednorazówkę wystającą z pomiędzy rzeczy. Złapałam szybko jego rękę.
- Zostaw.- mruknęłam - najlepiej wyjdź stąd.
- No dobra, nie będę ruszał ,ale pomogę ci się chociaż spakować - powiedział zdziwiony moim zachowaniem. Dokończyliśmy się pakować i wsiedliśmy do auta. Wzrokiem pożegnałam moje mieszkanie. Pożegnałam kilka lat spędzonych tutaj. Nie chce już wracać do tego wszystkiego. To jest już ponad moje siły. Zaczynam to życie od nowa...

1 komentarz: